☾ Magia ludowa i wierzenia

Kiszenie kapusty – terminy, zakazy i wiara w to, że kapusta czuje nastrój

Dlaczego kapustę trzeba było zakisić przed 1 listopada i kto nie mógł podejść do beczki? Ludowe zakazy zestawione z tym, co dziś wiemy o fermentacji.

W lutym 2020 roku co piąta kobieta zbadana na zlecenie Kulczyk Foundation przyznała, że w czasie okresu nie powinna piec ciasta ani kisić ogórków. To jeden z ostatnich żywych śladów porządku, w którym kiszenie kapusty miało swoje terminy, zakazy i zaklęcia jak każdy poważny obrzęd. Kapusta mogła się w nim zepsuć przez niewłaściwą osobę, przez zły termin, a nawet przez to, co zrobiono z nią na grządce pół roku wcześniej.

Między pierwszym przymrozkiem a Wszystkimi Świętymi

Główki ścinano w październiku, kiedy noce robiły się zimne, a pole było już puste po zbożu. Pośpiechu z tym nie było, bo kapusta znosi lekkie przymrozki bez szkody. Dopiero mocny mróz psuje jej trwałość, co podają choćby poradniki ogrodnicze Uniwersytetu Nebraski.

Przekonanie, że przymrozek „daje słodycz”, ma oparcie w fizjologii rośliny. Kapusta w chłodzie gromadzi cukry rozpuszczalne, żeby chronić komórki przed zamarzaniem, a cukier to dokładnie to, czym żywią się bakterie fermentacji mlekowej. Gospodyni nie znała tego mechanizmu, ale znała efekt: kapusta zebrana po pierwszym chłodzie lepiej się kisiła.

Granica z drugiej strony była ostra. Etnolożka prof. Mariola Tymochowicz przypominała w audycji Radiowego Centrum Kultury Ludowej, że kiszenie należało skończyć przed 1 listopada, bo później kapusta mogła „pachnieć trupem”. Na Śląsku mówiono łagodniej: zakiszona po Wszystkich Świętych mogła się po prostu nie udać.

Ten zakaz brzmi jak czysty przesąd o zmarłych, a jest w gruncie rzeczy regułą temperaturową. Dolnośląski Ośrodek Doradztwa Rolniczego podaje, że burzliwa faza fermentacji potrzebuje około 18-20°C przez kilka dni. W listopadowej sieni czy komorze tyle już nie było, więc fermentacja startowała słabo, a w beczce zaczynały rządzić bakterie gnilne. Wieś ubrała obserwację o chłodzie w język zmarłych, bo pierwszy tydzień listopada i tak należał do nich.

Kto nie mógł podejść do beczki

Najwięcej zakazów dotyczyło ludzi. Zebrane razem wyglądają tak:

  • kobieta w czasie miesiączki nie mogła uczestniczyć w kiszeniu, bo kapusta miała się zepsuć,
  • kobieta w ciąży też się trzymała z daleka, bo jej dziecko mogło być „podobnie ciapowate co kiszonka, nieporadne życiowo”, jak relacjonuje prof. Tymochowicz,
  • po Wszystkich Świętych nie zaczynano nowej beczki,
  • przed deptaniem trzeba było umyć nogi, a na Śląsku dodatkowo wymoczyć je w słonej wodzie,
  • na wierzch zawsze kładziono deskę i ciężki kamień, a kożuch zbierano regularnie przez całą zimę.

Zakaz dla ciężarnych pokazuje logikę całej tej magii. Działa tu zasada podobieństwa: miękka, kwaśna kiszonka i dziecko w łonie mogły się nawzajem „zarazić” swoimi cechami. Z tej samej zasady wyrasta dzisiejsze powiedzenie, że kapusta „czuje”, w jakim nastroju się ją kisi. Muszę tu być ostrożna. Zakazu kiszenia w złości czy po kłótni nie znalazłam w zapisach etnograficznych, do których dotarłam, więc traktuję go jako współczesne przedłużenie dawnej reguły. Pasuje do niej idealnie, ale udokumentowany nie jest.

Los kapusty ważył się w maju

Tu kryje się najmniej znana część całej historii. Katarzyna Prorok z UMCS zebrała w czasopiśmie „Etnolingwistyka” (nr 28, 2016) ludowe sposoby pomnażania plonu grochu i kapusty, sięgając do zapisów z XIX i XX wieku. Wynika z nich, że o tym, czy kapusta przetrwa w beczce, rozstrzygano wiosną, w dniu sadzenia rozsady.

Jeden z zapisów, opublikowany w 1935 roku, mówi wprost: kapustę należało sadzić na nowiu, bo „będzie wtedy twarda i nie zepsuje się w beczce”. Posadzona na wietku, czyli na ubywającym Księżycu, miała gnić w polu, a w beczce mięknąć. Reguła dobrze pasuje do ogólnej zasady, według której wszystko, co miało rosnąć i nabierać mocy, zaczynano przy przybywającym Księżycu.

Były też dni zakazane. „Nie sadź kapusty na św. Zofiję, bo ci kapusta zgnije” - zanotowano w „Zbiorze Wiadomości do Antropologii Krajowej” w 1882 roku, a Zofia przypada 15 maja. Ten sam zbiór przynosi formułę wypowiadaną nad grządką: „jak ten kamień jest twardy, niech główki kapusty będą takiemi”. Kamień, który w październiku dociskał kapustę w beczce, pojawiał się więc w jej życiu już w maju, tylko w roli zaklęcia.

Popularny dziś zakaz kiszenia w pełnię w tych materiałach się nie pojawia. Księżyc pilnował kapusty na zagonie, w piwnicy jego władza się kończyła.

Bose stopy i obieraczki

Samo kiszenie było robotą zbiorową. Na Lubelszczyźnie nazywano je obieraczkami kapuścianymi: sąsiadki obierały główki, siekały je tasakiem, zakwaszały beczkę żytnią mąką i układały w niej kapustę całą i posiekaną. Muzeum Wsi Lubelskiej odtwarza ten obrzęd co roku na początku października z gospodyniami z Kocudzy.

Na Mazowszu kapustę ubijano drewnianą gocą albo nogami. Ewa D. Rutkowska z Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu przytacza dawną opinię, że deptanie jest lepsze, bo depczący czuje stopami, czy warstwa jest ubita równo. Pracowano kolejno u każdej gospodyni, a na koniec był poczęstunek, czasem z muzyką i śpiewem.

We współczesnych tekstach o kiszeniu często czytam, że do beczki wkładano na ochronę przed urokiem kawałek chleba albo coś żelaznego. W źródłach etnograficznych dotyczących kapusty nie udało mi się tego potwierdzić. Sam zestaw jest jednak dobrze znany z innych obrzędów, choćby z węzełka z solą i chlebem, który dawano na drogę. Urok groził kapuście już na grządce, bo przy sadzeniu mówiono: „źli ludzie zaciekli, by nam kapustę nie urzekli”.

Które zakazy miały sens

Część reguł broni się do dziś, część opierała się wyłącznie na magii podobieństwa. Zestawienie z tym, co wiadomo o fermentacji, wygląda tak:

Ludowy zakaz lub nakaz Co za nim stało Co wiadomo dziś
Zakisić przed Wszystkimi Świętymi Lęk przed „trupim” zapachem w czasie zmarłych Uzasadniony. Start fermentacji wymaga ok. 18-20°C, w listopadzie było za zimno
Ściąć kapustę po pierwszym chłodzie Mróz „daje słodycz” Częściowo uzasadniony. Chłód podnosi poziom cukrów, mocny mróz szkodzi trwałości
Umyć i wymoczyć nogi w soli przed deptaniem Czystość, szacunek dla jedzenia Uzasadniony. Brud wnosi drobnoustroje, które powodują pleśń i gnicie
Docisnąć kapustę kamieniem Żeby „puściła sok” Uzasadniony. Kapusta pod sokiem ma warunki beztlenowe, w których działają bakterie mlekowe
Nie kisić w czasie miesiączki Wyobrażenie kobiecej „nieczystości” Bez uzasadnienia. Nie ma mechanizmu, przez który miałoby to wpłynąć na fermentację
Nie kisić w ciąży Magia podobieństwa, dziecko „jak kiszonka” Bez uzasadnienia
Sadzić na nowiu, nie na wietku Twarda główka, trwała w beczce Bez uzasadnienia. Miękka kapusta to efekt rozkładu pektyn, zwykle przy złej temperaturze lub za małej ilości soli

Widać tu wyraźny podział. Reguły dotyczące temperatury, czystości i dostępu powietrza były trafne, bo wynikały z setek obserwowanych beczek. Reguły dotyczące ludzi i Księżyca wyrastały z myślenia magicznego, które próbowało wyjaśnić porażki, gdy prawdziwa przyczyna była niewidoczna. Więcej takich praktyk opisuję w dziale magia ludowa i wierzenia.

Najważniejsze w skrócie

  • Kapustę kiszono w październiku, z twardą granicą 1 listopada.
  • Ten termin miał realne podłoże: fermentacja w chłodnej sieni po prostu nie ruszała.
  • Od beczki odsuwano kobiety miesiączkujące i ciężarne, a ślad tego przesądu przetrwał w ankietach z 2020 roku.
  • O trwałości kiszonki rozstrzygano według wierzeń już w maju, wybierając fazę Księżyca i dzień sadzenia.
  • Higiena, ciężar na wierzchu i pośpiech przed zimnem mają uzasadnienie w mikrobiologii, magia podobieństwa żadnego.

Najczęściej zadawane pytania

Czy kiszono tylko kapustę szatkowaną?

Nie. Na Lubelszczyźnie do jednej beczki kładziono zarówno kapustę posiekaną, jak i całe główki. Te drugie służyły zimą do gołąbków i innych potraw, w których potrzebne były całe liście.

Co jeszcze dodawano do beczki poza solą?

Na Mazowszu gospodynie dodawały drobno pokrojoną marchew. Na Śląsku przed ostatnimi warstwami wkładano małe, kwaśne jabłka. Na Lubelszczyźnie beczkę zakwaszano dodatkowo żytnią mąką.

Czy z kapustą wiązały się jakieś zwyczaje wigilijne?

Tak. W okolicach Biecza gospodarz przy wigilijnej kapuście uderzał lekko w głowę osobę siedzącą najbliżej i mówił „składaj się, kapustko”, żeby w przyszłym roku zawiązały się duże główki. Na Podlasiu gospodyni rzucała kapustę na podłogę, „aby w górę nie rosła, tylko w główki”.

Czy deptanie kapusty nogami jest higieniczne?

Przy dokładnie umytych stopach i czystej beczce nie stanowi większego problemu niż ubijanie tłuczkiem. Dawne gospodynie pilnowały tego bardzo starannie, a moczenie stóp w słonej wodzie przed wejściem do beczki było regułą przynajmniej na Śląsku.

Komentarze

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *