Darcie pierza – co się działo na jesiennych wieczorach przy skubaniu gęsi
Przy darciu pierza opowiadano o zmorach, strzygach i umetrach, a z puchu rosła pierzyna do posagu. Jak wyglądały te wieczory i czym się kończyły.
W okolicach Mińska Mazowieckiego kobiety przy darciu pierza opowiadały o umetrach, przekupnych mierniczych, którzy źle wytyczyli chłopom pola, a po śmierci błąkali się po miedzach jako błędne ogniki i mierzyli granice raz za razem. Zapamiętał to chłopiec siedzący wtedy w izbie, urodzony w 1913 roku Szczepan Pieniążek, późniejszy profesor i twórca nowoczesnego polskiego sadownictwa. Takie historie nie brały się znikąd, bo jesienno-zimowe wieczory nad pierzem były jednym z głównych miejsc, w których wieś przekazywała sobie swoje strachy.
Spis treści
Kiedy gęś oddawała pierze
Pierze zbierano przez cały rok, ale darto je dopiero wtedy, gdy kończyła się robota w polu. Na Śląsku Opolskim żywe gęsi podskubywano latem, w czerwcu, lipcu i wrześniu, kiedy pióro było dojrzałe. Na początku listopada część stada szła pod nóż, a z nią reszta pierza.
Od tej chwili zaczynał się sezon. Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi opisuje go jako okres od listopada do wiosny, na Śląsku mówiono o czasie do końca karnawału. Czesława Szczepańska z Lubelszczyzny, urodzona w 1939 roku w Kolonii Antoniów, wspominała w nagraniu dla Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN”, że darło się „po Bożym Narodzeniu, bo to się już robiło, jak się nie robiło w polu”.
Darcie pierza to więc obrzęd późnej jesieni i zimy. Październik był dla niego miesiącem przygotowań, kiedy w komorach stały już beczki z kiszoną kapustą, a gospodynie liczyły, ile pierza zebrały przez lato.
Izba pełna puchu
Gospodyni, która miała gęsi, zapraszała sąsiadki, kumy, panny i dzieci. Zwykle zbierało się od pięciu do piętnastu kobiet, zależnie od tego, ile córek było w domu i ile ptaków trzymano. Każda siadała ze stołkiem i przetakiem na kolanach, darła z pióra miękką chorągiewkę, a twardą dutkę odrzucała. Robota w jednym domu trwała zwykle dwa-trzy tygodnie, potem całe towarzystwo przenosiło się do następnej chałupy.
Kilka reguł powtarza się w opisach z różnych regionów:
- pracowano od poniedziałku do piątku, bo w sobotę darcie i przędzenie były zakazane, ten dzień zostawał na sprzątanie przed niedzielą,
- co kilka wieczorów gospodyni stawiała poczęstunek, w okolicach Nakła nad Notecią kawę z plackiem co trzeci dzień, na Orawie pampuchy i herbatę z suszu,
- chłopcy przychodzili później i robili psikusy: dmuchali w puch, w Opolskiem wpuszczali do izby gołębia, pod Tarnowskimi Górami stukali w szyby i zawodzili pod oknami,
- ostatni wieczór kończył się zabawą z jedzeniem, a czasem z muzyką i tańcami.
Psikusy mówią o tym obrzędzie więcej niż niejeden opis. Jeden podmuch wystarczał, żeby kilka godzin pracy rozfrunęło się po izbie, więc wpuszczony gołąb był żartem wymierzonym w najczulszy punkt. Często spotykam twierdzenie, że przy pierzu nie wolno było się śmiać ani otwierać drzwi. W zapisach, do których dotarłam, tego zakazu nie znalazłam, ale praktycznie miałby pełny sens.
Umetry, zmory i utopce
Darcie pierza ma jedną cechę, której nie mają żniwa ani wykopki. Ręce są zajęte, a głowa zupełnie wolna. Pieniążek zapisał to wprost w „Pamiętniku sadownika” z 1997 roku: przy przędzeniu i przy darciu pierza „rozmowa nie przeszkadzała”, więc kobiety śpiewały albo opowiadały.
Repertuar był w dużej mierze wspólny dla całej Polski. W opisie wyszkubków z okolic Tarnowskich Gór największym wzięciem cieszyły się opowieści o upiorach, duchach, zmorach i strzygach. Na Śląsku Opolskim dzieci słuchały historii o utopkach i bebokach. Na Mazowszu, obok umetrów, mówiono o zmorach, które nocą jeździły na koniach, tak że rano gospodarz zastawał zwierzęta w stajni zlane gorącym potem.
Opowieść o wodnym demonie, którą babcia snuła nad przetakiem, to ta sama postać, którą opisuję przy utopcach i topielicach. Spora część tego, co dziś wiemy o ludowej demonologii, krążyła kiedyś właśnie na takich wieczorach. Monotonna, cicha praca w ciepłej izbie, przy słabym świetle i za oknem, gdzie było już ciemno o czwartej, była dla opowieści grozy warunkami niemal laboratoryjnymi. Nie wiem, czy ktokolwiek policzył, ile wierzeń przetrwało dzięki pierzu, ale przy tylu niezależnych relacjach trudno uznać to za przypadek.
Pierzyna do wiana
Pierze nie szło tylko na domowe potrzeby. Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej podkreśla, że poduszki i pierzyny zbierano jako posag dla córek. W Opolskiem gospodynie liczyły, że na pierzynę trzeba około 6 kilogramów pierza, a na poduszkę około 2,5 kilograma puchu. Przy hodowli liczącej osiem-dziesięć gęsi oznaczało to kilka lat zbierania na jedną wyprawę.
Dlatego przy pierzu zawsze było coś ze swatów. Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi zwraca uwagę, że wieczory te bywały okazją do zeswatania dwojga młodych. Chłopcy, którzy wpadali do izby pod koniec pracy, dobrze wiedzieli, w którym domu rośnie wyprawa i dla kogo. To ten sam sezon i ta sama logika, co jesienne wróżby matrymonialne, tyle że widziana od strony gospodarstwa, gdzie panna z pełną pierzyną miała po prostu lepszą pozycję.
Od gęsi do wyskubku
Cały cykl, od pierwszego skubnięcia do ostatniej zabawy, rozkładał się na kilka miesięcy:
| Etap | Kiedy | Zwyczaje i nazwy |
|---|---|---|
| Podskubywanie żywych gęsi | Czerwiec, lipiec, wrzesień | Zbieranie dojrzałego pióra bez zabijania ptaka (Śląsk Opolski) |
| Bicie gęsi | Początek listopada | Pierze z ubitych ptaków dołączało do letnich zbiorów |
| Darcie wieczorami | Od listopada do karnawału, miejscami do wiosny | Śpiewy, opowieści, zakaz pracy w sobotę, regularne poczęstunki |
| Psikusy | Pod koniec wieczoru | Dmuchanie w puch, wpuszczanie gołębia, stukanie w okna |
| Zakończenie | Ostatni dzień pracy w danym domu | Wyskubek z kołaczami i muzyką, w Opolskiem fejderbal, pod Tarnowskimi Górami siudowajka |
| Szycie pierzyn i poduszek | Po zakończeniu darcia | Odkładanie do wyprawy panny |
Nazwy zakończenia różnią się prawie od wsi do wsi. Na Śląsku Opolskim mówiono na nie fejderbal, a w opisach z Mazowsza, Małopolski i Śląska powtarza się słowo wyskubek. W Opolskiem dawniej podawano na nim kreple, czyli pączki, dziś częściej oponki z twarogu.
Darcie pierza jako potrzeba gospodarska zniknęło razem z kołdrami z syntetyku. Przetrwało jako widowisko: Orawski Park Etnograficzny urządza skubarki, a koła gospodyń wiejskich, choćby pod Krakowem czy w okolicach Konina, organizują wspólne darcie, często w karnawale.
Najważniejsze w skrócie
- Pierze zbierano latem i po listopadowym biciu gęsi, a darto je w zimowe wieczory, często do końca karnawału.
- Pracowało od pięciu do piętnastu kobiet, przez dwa-trzy tygodnie w każdym domu, z wolną sobotą.
- Wieczory nad pierzem były głównym kanałem przekazywania opowieści o zmorach, strzygach, utopcach i błąkających się zmarłych.
- Pierzyna wymagała ok. 6 kg pierza i była ważną częścią posagu, stąd swatowski klimat tych spotkań.
- Koniec pracy świętowano wyskubkiem, fejderbalem albo siudowajką, zależnie od regionu.
Najczęściej zadawane pytania
Czym różni się darcie pierza od skubania gęsi?
Skubanie to zbieranie piór z ptaka, żywego albo ubitego. Darcie przychodziło później i polegało na oddzieleniu miękkiej części pióra od twardej dutki, żeby wypełnienie pierzyny było lekkie i nie kłuło. Osobno odkładano puch, który nadawał się na poduszki.
Dlaczego nie darto pierza w sobotę?
Sobota była dniem sprzątania przed niedzielą, a po kilku wieczorach darcia izba wymagała gruntownego porządku. Ten sam zakaz obejmował przędzenie, więc sobota była wolna od wszystkich zimowych prac kobiecych wykonywanych w grupie.
Czy mężczyźni pomagali przy pierzu?
Przy samej pracy zwykle nie. Pojawiali się pod koniec wieczoru, głównie młodzi chłopcy, żeby pożartować z dziewczętami i spłatać figla. Na ostatnią zabawę zapraszano już wszystkich, często razem z grajkiem.
Gdzie dziś można zobaczyć darcie pierza?
Najłatwiej w skansenach i na wydarzeniach kół gospodyń wiejskich. Orawski Park Etnograficzny w Zubrzycy Górnej organizuje skubarki, a pokazy darcia pierza odbywają się też w wielu wsiach, między innymi pod Krakowem, zwykle w karnawale.
Źródła
- Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi - sezon darcia od listopada do wiosny, 5-15 kobiet, zakaz pracy w sobotę, psikusy chłopców, swaty i wyskubek na zakończenie
- Szczepan A. Pieniążek, „Pamiętnik sadownika” (1997) - wspomnienie opowieści o umetrach i zmorach snutych przy darciu pierza i przędzeniu na Mazowszu








Komentarze
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Dodaj komentarz
Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *