Len, płótno i koszula – najbardziej magiczna tkanina polskiej wsi
Październik wziął nazwę od paździerzy lnu. Zobacz, dlaczego czechło szyto bez węzłów, czym było płótno tkane w jedną dobę i kiedy nie wolno było prząść.
Nazwa października pochodzi od paździerzy, czyli zdrewniałych okruchów łodygi lnu, które sypały się spod cierlicy przez cały ten miesiąc. Kalendarz zapamiętał więc pracę, która dziś prawie zniknęła z polskiej wsi. Razem z nią zniknęła cała warstwa wierzeń, według których płótno lniane potrafiło chronić, leczyć i odprowadzać duszę.
Spis treści
Miesiąc, który dostał imię od odpadów
Muzeum Etnograficzne w Rzeszowie przypomina przysłowie: „Październik, bo paździerze baba z lnu cierlicą bierze”. Cierlica, zwana też międlicą, to drewniane narzędzie z nożycowym mechanizmem, które kruszyło twarde części łodygi i odsłaniało włókno. W zbiorach rzeszowskiego muzeum jest zdjęcie Franciszka Kotuli z 1953 roku, zrobione w Świlczy, na którym widać tę pracę jeszcze w pełnym toku.
Zanim len trafił pod cierlicę, przechodził długą drogę. Jan Słomka, wójt z Dzikowa, opisał ją w swoich „Pamiętnikach włościanina” jako jedną z najważniejszych i najbardziej pracochłonnych robót na wsi. Len się siało, pieliło, rwało z korzeniami, młóciło, rozkładało na rosie, moczyło, międliło, a dopiero zimą przędło i motało na motowidle.
Każdy z tych etapów miał swój czas w roku i swoje reguły. Część z nich była czystą technologią, część dotyczyła tego, czego nie wolno robić, żeby nić i płótno nie straciły mocy.
| Etap obróbki lnu | Kiedy | Towarzyszący zwyczaj lub zakaz |
|---|---|---|
| Siew | kwiecień - maj | Na Podlasiu siew powierzano mężczyźnie jako gwarantowi urodzaju, choć dalsze prace polowe przejmowały kobiety |
| Rwanie | koniec lipca - sierpień | Lnu nie koszono, tylko wyrywano z korzeniami, żeby zachować pełną długość włókna |
| Roszenie i moczenie | sierpień - wrzesień | Łodygi rozkładano na łące, by rosa i słońce rozluźniły włókno |
| Międlenie i trzepanie | październik | Praca, od której wziął nazwę miesiąc, wykonywana przez kobiety, często wspólnie |
| Przędzenie | od adwentu przez zimę | Na Lubelszczyźnie w Święte Wieczory między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem nie wolno było prząść ani motać nici |
| Tkanie | zima i przedwiośnie | W czasie zarazy płótno potrafiło powstać „za jedną dobę” jako wotum chroniące wieś |
| Szycie | w razie potrzeby | Na koszuli dla zmarłego nie mógł się znaleźć żaden węzeł |
Lniana nitka na początku i płótno na końcu
Len towarzyszył człowiekowi dosłownie od pierwszej do ostatniej chwili. Ludmiła Łabowicz, opisując pieśni o lnie z Podlasia, przytacza zwyczaj zawiązywania pępka noworodka lnianą nitką. Ten sam materiał wracał przy śmierci, tylko w innej postaci.
W leksykonie etnografii Lubelszczyzny Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN” opisano czechło, czyli specjalną koszulę z białego płótna, w którą ubierano zmarłego. Na niciach użytych do jej uszycia nie mógł się znaleźć ani jeden węzeł, bo wierzono, że w supełku można zawiązać grzechy zmarłego albo samą duszę, która wtedy nie zdoła odejść. Z tego samego powodu rozwiązywano powrósła i inne supły w domu, w którym leżał nieboszczyk. Wiara w moc węzła ma zresztą także drugą, pozytywną stronę, widoczną choćby w zwyczaju zawiązywania węzełka na drogę z solą i chlebem.
Koszulę śmiertelną kobiety często szyły zawczasu i trzymały w skrzyni. Z perspektywy gospodarstwa to rozsądne: dobre płótno wymagało roku pracy, więc nie dało się go zdobyć w dniu pogrzebu. Z perspektywy wierzeń był to przedmiot, który przez lata czekał na swoją chwilę i musiał być wolny od wszystkiego, co mogłoby duszę zatrzymać.
Płótno utkane w ciągu jednej doby
Najbardziej niezwykły zwyczaj związany z lnem odwracał zwykły rytm pracy. Doroteusz Fionik w „Przeglądzie Prawosławnym” przytoczył relację z Widowa na Podlasiu z czasu XIX-wiecznej epidemii cholery. Według niej za jedną dobę mężczyźni mieli postawić cztery krzyże, a kobiety napraść i natkać płótna na ręczniki, które zawieszano na tych krzyżach.
Krzyż miał powstać z jednego pnia, a ręcznik mierzyć „stinę”, czyli około czterech metrów. Ślady tej praktyki to tak zwane krzyże choleryczne, zachowane we wsiach parafii Pasynki.
Zwykle od lnianego pęku do gotowego płótna mijały miesiące, a tu całą drogę trzeba było przejść między jednym wschodem słońca a drugim. Moja interpretacja jest taka, że moc tego płótna brała się właśnie z nienaturalnego skrócenia czasu: wspólnota pokazywała, że potrafi w jeden dzień zrobić to, co normalnie zajmuje pół roku, i tym wysiłkiem odkupywała wieś od zarazy.
W źródłach wschodniosłowiańskich takie wyroby określa się słowem „obydenny”, czyli jednodniowy. Spotyka się też wzmianki o koszuli szytej w ten sposób w ciszy jako szczególnie silnym amulecie, ale nie znalazłam źródła, które potwierdzałoby ten wariant w polskich zapisach terenowych.
Prządki, wieczory i dni, w które kądziel odkładano
Muzeum Wsi Radomskiej opisuje, że wraz z początkiem adwentu kobiety wyciągały ze strychów wrzeciona z przęślicami i kołowrotki. Na przęślicę nakładano kądziel, czyli pęk przygotowanego włókna, a wspólne wieczorne przędzenie u jednej z gospodyń nazywano prządkami.
Prządki były czymś więcej niż pracą. Opowiadano przy nich wiejskie nowiny i historie, podobnie jak przy darciu pierza, które zaczynało się tej samej jesieni. Właśnie dlatego przędzenie obrosło zakazami, które ograniczały je do „bezpiecznych” dni:
- na Lubelszczyźnie w Święte Wieczory kobiety nie mogły prząść, motać nici, szyć, piec chleba ani prać kijanką,
- na ziemiach wschodniosłowiańskich zakaz kobiecych prac obejmował piątki, poświęcone świętej Paraskiewie Piatnicy,
- najważniejszym dniem Paraskiewy było 28 października według kalendarza juliańskiego, czyli termin wypadający w środku sezonu obróbki lnu,
- kobieta łamiąca zakaz mogła według tych wierzeń oślepnąć, zachorować, a nawet zostać zamieniona w żabę.
Ostatnie dwa punkty pochodzą z hasła „Mokosh” autorstwa Mariji Gimbutas w „Encyclopedia of Religion” z 1987 roku. Gimbutas uważała Paraskiewę za chrześcijańską następczynię dawnej bogini.
Mokosz, wrzeciono i nić życia
Mokosz to jedyna bogini wymieniona w panteonie, który książę Włodzimierz ustanowił w Kijowie w 980 roku. Gimbutas łączy jej imię z bałtyckimi słowami oznaczającymi plecenie i z wilgocią, a w późniejszym folklorze widzi ją przede wszystkim jako prządkę. Na północy Rosji przetrwała jako domowy duch Mokusza: wysoka kobieta z dużą głową i długimi rękami, która nocą strzyże owce i przędzie len oraz wełnę.
To wyobrażenie należy do szerszej rodziny. W mitologii greckiej los człowieka przędzie Kloto, jedna z trzech Mojr, Lachesis odmierza nić, a Atropos ją przecina. Wrzeciono i kądziel stały się więc atrybutem kobiety w dwóch znaczeniach naraz: jako narzędzie codziennej pracy i jako znak władzy nad czasem ludzkiego życia. Więcej podobnych postaci zebrano w kategorii symbole słowiańskie.
Skąd przekonanie, że len jest czysty
Współczesne teksty chętnie powtarzają, że płótno uchodziło za czyste, bo pochodzi z rośliny, a nie od zwierzęcia. W polskich zapisach ludowych nie znalazłam takiego uzasadnienia wyrażonego wprost. Poświadczone jest coś innego: białe płótno lniane pojawiało się w momentach przejścia, przy narodzinach, ślubie i pogrzebie, a w czechle zmarłych mężatek ramiona zasłaniano białym płótnem.
Związek lnu z czystością rytualną jest za to bardzo stary w innych kulturach. Herodot w V wieku przed naszą erą pisał, że egipscy kapłani noszą wyłącznie len, a chowanie zmarłych w wełnie uchodzi u Egipcjan za bezbożne. Polska wieś doszła do podobnego wyboru drogą praktyki, bo len był własnym, domowym surowcem, nad którym pracowało się cały rok, a taka praca nadawała przedmiotowi wartość, której kupna tkanina nie miała.
Najważniejsze w skrócie
- Październik to miesiąc międlenia lnu i stąd wziął swoją nazwę.
- Od lnianej nitki przy pępku noworodka po czechło zmarłego len obsługiwał najważniejsze progi życia.
- Koszula dla zmarłego musiała być uszyta bez supła, żeby nie zatrzymać duszy.
- Płótno tkane w ciągu jednej doby było wspólnotowym wotum na czas epidemii.
- Zakazy przędzenia wiązały się z konkretnymi dniami świątecznymi, a na wschodzie z kultem Paraskiewy i dawną Mokoszą.
Najczęściej zadawane pytania
Czym różni się len od konopi w tradycji ludowej?
Oba surowce obrabiano bardzo podobnie, tymi samymi cierlicami i szczotkami. Konopie dawały włókno grubsze i mocniejsze, z którego robiono worki, płachty i powrozy, a len cieńsze i bielsze płótno na koszule, obrusy i ręczniki obrzędowe.
Czy dawna lniana koszula naprawdę była szyta ręcznie od początku do końca?
Tak, aż do upowszechnienia się kupnych tkanin w XX wieku. Gospodyni sama przędła nić, tkała płótno na domowym krośnie albo oddawała przędzę tkaczowi, a potem kroiła i szyła koszulę z prostokątnych kawałków, żeby nie marnować materiału.
Gdzie dziś można zobaczyć obróbkę lnu na żywo?
Pokazy międlenia, czesania i przędzenia organizują jesienią skanseny, między innymi Muzeum Wsi Lubelskiej, Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu i Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej. Terminy warto sprawdzać na ich stronach, bo pokazy zwykle odbywają się w wybrane weekendy.
Czy lniany ręcznik obrzędowy to to samo co ruchnik?
Ruchnik, czyli ręcznik obrzędowy, to nazwa używana głównie na Podlasiu i na ziemiach wschodniosłowiańskich. Wieszano go na krzyżach, ikonach, przy weselu i pogrzebie, a jego haft niósł własną symbolikę, niezależną od samego płótna.








Komentarze
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Dodaj komentarz
Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *