Noc z 31 października na 1 listopada – co robiono w wigilię Wszystkich Świętych
Na polskiej wsi noc przed Wszystkimi Świętymi nie była nocą…
Na polskiej wsi noc przed Wszystkimi Świętymi nie była nocą zabawy ani strachu. Była nocą przyjęcia gości, których się nie widzi. Wszystko, co wtedy robiono - i wszystko, czego nie wolno było robić - składało się na przygotowanie domu na wizytę.
Spis treści
Dzień przed: porządki, które były obowiązkiem
Grobów nie sprzątano z poczucia estetyki. Zaniedbana mogiła oznaczała, że rodzina o kimś zapomniała, a zapomniana dusza nie miała się do kogo odezwać. Wyrywano trawę, poprawiano krzyż, obsypywano piaskiem.
Równolegle porządkowano obejście: zamiatano podwórko, zwożono resztki z pola, zamykano to, co miało zostać zamknięte na zimę. Robiono to przed zmierzchem, bo po zmroku większość tych czynności stawała się zakazana.
Wieczór: stół nakryty dla kogoś, kogo nie widać
Na południowym Podlasiu zostawiano na noc jedzenie, i to nie symboliczne okruchy, tylko pełny zestaw: chleb, pierogi, bób, groch, soczewicę, kisiel owsiany i kutię, a do tego wódkę. Rano część tego zanoszono na cmentarz, kładziono na grobach i skrapiano kilkoma kroplami alkoholu.
W wielu regionach zostawiano też żar w piecu, żeby dusza miała się gdzie ogrzać. Otwierano bramy cmentarne, drzwi kościołów i drzwi domów - a przynajmniej nie zamykano ich na klucz. Na rozstajach i przy cmentarzach palono ognie.
Część tych gestów pokrywa się z tym, co składało się na pełny obrzęd Dziadów, odprawiany na tym samym pograniczu i w tym samym terminie.
Czego nie wolno było robić po zmroku
Lista zakazów jest dłuższa od listy czynności - i to najważniejsza obserwacja o tej nocy.
- nie zamiatano izby, żeby nie wymieść duszy razem z kurzem
- nie wylewano wody za próg, żeby nie oblać kogoś stojącego w ciemności
- nie szyto i nie rąbano drewna, żeby nie zranić niewidzialnego gościa
- nie siadano gwałtownie na ławie bez wcześniejszego dmuchnięcia w miejsce, na którym ktoś mógł już siedzieć
- unikano wychodzenia z domu po zmroku, zwłaszcza samotnie i w okolice cmentarza
Wszystkie te reguły mają jedną wspólną cechę: zakazują czynności zwyczajnych, a nie nadzwyczajnych. Gościna nie polegała na odprawianiu czegokolwiek, tylko na zatrzymaniu codziennego ruchu domu na jedną noc. Dom przestawał pracować, żeby ktoś mógł przez niego bezpiecznie przejść.
| Gest albo zakaz | Intencja | Gdzie poświadczony |
|---|---|---|
| Jedzenie zostawione na stole | poczęstunek dla powracających | południowe Podlasie, szeroko w Polsce |
| Żaru w piecu nie wygaszano | ciepło dla duszy | w różnych regionach kraju |
| Otwarte bramy i drzwi | swobodne wejście i wyjście | Podlasie, Lubelszczyzna |
| Zakaz zamiatania | żeby nie wymieść duszy | powszechny |
| Zakaz wylewania wody za próg | żeby nikogo nie oblać | powszechny |
| Ognie na rozstajach | drogowskaz i osłona | przy cmentarzach i poza wsią |
| Chleb dla dziadów proszalnych | modlitwa za imiennie wskazanego zmarłego | Lubelszczyzna, Podlasie, do lat 20. XX w. |
Chleb za modlitwę, czyli zaginione ogniwo
Na Lubelszczyźnie i Podlasiu jeszcze do lat dwudziestych XX wieku pieczono na Zaduszki podłużny chleb zwany powałkami albo peretyczkami, znaczony krzyżem i inicjałami zmarłego. Nie trafiał na stół rodziny. Dawano go żebrakom i dziadom proszalnym, którzy stawali pod cmentarzem, w zamian za modlitwę za tę konkretną osobę. Pieczono też bochenki za dusze nieznane i zostawiano je na opuszczonych grobach.
To jest polski odpowiednik czegoś, co w Anglii i Szkocji nazywano soulingiem - i to samo ogniwo, które w Ameryce przerodziło się w „cukierek albo psikus”. Konstrukcja jest identyczna: ktoś przychodzi, wykonuje modlitwę albo formułkę i dostaje jedzenie. W Polsce ogniwo pękło sto lat temu, razem z zanikiem żebractwa proszalnego. W Ameryce przetrwało, tyle że po drodze zgubiło zmarłych, za które pierwotnie je odprawiano.
Przedmioty składane dla ochrony i na drogę - sól, chleb i węgiel - wracają w tym samym zestawie, który pojawia się przy każdym przejściu granicy między światami.
Rano zaczyna się coś zupełnie innego
O świcie zmienia się rejestr. 1 listopada to w kalendarzu Kościoła uroczystość radosna, w białym kolorze liturgicznym, poświęcona wszystkim zbawionym - a dopiero 2 listopada przychodzi fioletowy Dzień Zaduszny i modlitwa za zmarłych. Różnicę między tymi dwiema datami, myloną w Polsce najczęściej, rozkłada osobny tekst o tym, czym są Wszystkich Świętych i Zaduszki.
Tą nocą domyka się październikowa część jesiennego bloku zaduszkowego, który zaczyna się jeszcze we wrześniu, a wygasa dopiero po 2 listopada. Kolejne jego ogniwa - wypominki czytane z kartki, pieczywo zaduszne w innych regionach i meksykański Dzień Zmarłych - mają własne, osobne historie.
Podsumowanie
- Porządki na grobie i w obejściu kończono przed zmierzchem, bo po zmroku większość tych prac stawała się zakazana.
- Na południowym Podlasiu zostawiano na noc chleb, pierogi, bób, groch, soczewicę, kisiel owsiany, kutię i wódkę, a rano zanoszono część na groby.
- Prawie wszystkie reguły tej nocy to zakazy zwykłych czynności - gościna polegała na zatrzymaniu ruchu domu.
- Powałki i peretyczki z Lubelszczyzny i Podlasia dawano dziadom proszalnym za modlitwę za imiennie wskazanego zmarłego.
- Ten sam układ - jedzenie za modlitwę pod drzwiami - stał się w Ameryce „cukierkiem albo psikusem”, tracąc po drodze zmarłych.
Najczęściej zadawane pytania
Czy te zwyczaje gdzieś jeszcze przetrwały?
W formie ciągłej praktycznie nie. Najdłużej utrzymały się na wschodnim pograniczu i tam też zanikły w ciągu XX wieku. Wracają natomiast jako inscenizacje w skansenach i muzeach etnograficznych oraz w środowiskach rodzimowierczych, a pojedyncze gesty - jak zostawienie światła albo nakrycia - bywają zachowywane rodzinnie bez świadomości, skąd pochodzą.
Kim byli dziadowie proszalni?
To osobna grupa zawodowa, nie przypadkowi żebracy. Żyli z jałmużny w zamian za modlitwę, znali pieśni dziadowskie i formuły modlitewne, mieli stałe miejsca pod kościołami i na odpustach, a bywało, że i własne bractwa. Wierzono, że ich modlitwa jest skuteczniejsza, bo płynąca z ubóstwa. Grupa zanikła w pierwszej połowie XX wieku.
Dlaczego akurat chleb, a nie coś innego?
Chleb był jedynym pokarmem traktowanym w polskiej kulturze ludowej jako święty: nie wolno go było wyrzucić, upuszczony podnoszono i całowano, a przed krojeniem znaczono krzyżem. Dar z chleba był więc jednocześnie pożywieniem i gestem obrzędowym, czego nie dałoby się powiedzieć o żadnym innym produkcie.
Czy Kościół akceptował zostawianie jedzenia zmarłym?
Przez stulecia zakazywał uczt na grobach i wykładania pokarmów, powtarzając te zakazy na synodach i wizytacjach. Z czasem zamiast zwalczania przyszło przekierowanie: zamiast kłaść chleb na mogile, dawano go ubogiemu za modlitwę w intencji zmarłego. Powałki są dokładnie owocem tego kompromisu.
Źródła
- Słowo Podlasia - pieczenie powałek i peretyczek na Lubelszczyźnie i Podlasiu do lat 20. XX w., oddawanie ich dziadom proszalnym za modlitwę, zestaw potraw zostawianych na noc na południowym Podlasiu oraz otwieranie bram i drzwi
- Library of Congress - średniowieczny souling, czyli jedzenie dawane ubogim za modlitwę za zmarłych, jako pierwowzór dzisiejszego chodzenia po domach








Komentarze
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Dodaj komentarz
Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *